Piekarz i jego rodzina.
Po dwóch dniach pobytu czuliśmy się, jakbyśmy znali już całe miasteczko Tatvan: wystarczyło wejście do byle sklepu, aby zostać zaproszonym na herbatę, wciągniętym w pasjonującą dyskusję w języku migowym wspomaganym łamanym niemieckim czy angielskim.