<< powrót

Hardangervidda 2010
sprzęt

Hardangervidda winter solo

Dla zainteresowanych zamieściłem tu trochę szczegółów technicznych, a mianowicie listę sprzętu wraz z uwagami oraz garść informacji nt. przeróbek jakich dokonałem w pulkach.

1. lista sprzętu
2. pulki
3. komentarz po powrocie

* * *

Lista sprzętu:
sprzęt:
    narty Salomon Xadv 69 grip, wiązania Rottefella BC Magnum 1
    kijki
    foki Kohla mix, smar do fok, zapasowa klamra
    buty Skarvet Alfa
    pulki, hol, uprząż, pokrowiec, amortyzator, rep jako hol awaryjny,
    plecak, b. lekki plecaczek,

ubranie:
    1 x spodnie Kalenji jako warstwa ocieplająca lub spodnie do marszu,
    1 x kalesony,
    1 x spodnie membranowe Milo Olin jako warstwa zewnętrzna
    1 x bluza ciepła z długim rękawem
    1 x bluza lekka z długim rękawem
    1 x polar 100,
    1 x polar 200,
    1 x wewnętrzna kurtka ocieplająca z kapturem Quechua
    1 x anorak Milo
    1 x b. lekka wiatrówka Asics
    2 x skarpety b.ciepłe
    1 x skarpety z polar stretch
    1 x b.cienkie skarpety wewnętrzne, woreczki foliowe jako vapor barrier
    majtki
    1 x czapka cienka,
    1 x czapka gruba,
    kominiarka, maska,
    rękawiczki windstoper, rękawiczki polarowe
    2 x rękawice ciepłe (1x łapawice),
    stuptuty (zwykłe + krótkie)

biwak:
    namiot, przedłużone śledzie,
    karimata + Therm-a-Rest prolite 4
    2 x śpiwór puchowy (500g + 800g)
    butelka na mocz, torba na śmieci
    łopata
    palnik Primus Multifuel, zapalniczka, zapałki, krzesiwo, podkładka pod palnik, osłona palnika
    benzyna 2,5 ltr 2,
    nóż Victorinox, 2 x menażka, dekiel, łyżka
    termos,

inne:
    czołówka,
    zapasowe baterie
    mapa, mapnik, kompas, GPS
    SPOT satellite messenger
    paszport, karty, gotówka, ubezpieczenie
    książka, notes, długopis x 2
    komórka, zegarek
    gogle, okulary przeciwsłoneczne,
    chusteczki higieniczne, srajtaśma
    krem UV, sztyft do warg
    szczoteczka, pasta do zębów
    apteczka
    zestawy reparacyjne (namiot, mata), trytki, taśma klejąca, superglue
    rep: 10m x 3mm; 10m x 6mm, taśma 10m x 25mm, zapasowe klamry, karabinki,
    impregnat do butów
    czekan Petzl Snowracer, raki
    szczotka do śniegu
    worki wodoodporne na sprzęt do pulek
    foto: Olympus E-400, obiektywy 12-42mm i 40-150mm, karty 32GB, 4 x zapasowa bateria
    statyw Slik Compact

jedzenie na 10 dni3:
    gotowe zestawy obiadowe (kasza kuskus, zupki chińskie, zupki "gorący kubek", susz warzywny)
    suszone mięso,
    gotowe zestawy śniadaniowe (kaszka, muesli, bakalie, suszone owoce)
    suchary, batony, czekolada,
    herbata
    preparat witaminowy

ad.1)
Po doświadczeniach z Dovrefjell uznałem, że narty turowe plus skorupy są kompletną pomyłką w górach typu skandynawskiego, czy w Polsce poza Tatrami. Wybór mój padł więc na narty typu BC i buty skórzane gdyż są dużo lżejsze, wygodniejsze, z pulkami o zjazdach i tak nie będzie mowy, a większość (jeśli nie całość) trasy pokonam na fokach.
ad.2)
Na mroźne klimaty tylko benzyna - gaz jest droższy, więcej miejsca zajmuje, a przede wszystkim dużo słabiej się pali się w niższych temperaturach.
ad.3)
Zamiast liofilizatów które są niestety drogie i a często po prostu niesmaczne, postawiłem na jedzenie własnej produkcji: równie lekkie, i nienajgorsze jeśli chodzi o walory smakowe. Żeby zwiekszyć ilość kalorii tradycyjny zestaw zbożowo-warzywny wzbogaciłem suszonym mięsem i tłuszczem - zwiększy to wprawdzie wagę, ale w tych warunkach wydaje się być potrzebne.


Pulki
Ponieważ zabranie namiotu, śpiwora, jedzienia i paliwa na 10 dni, oraz ubrań pozwalających funkcjonować w bardzo niskich temperaturach przekraczałoby pojemność normalnego plecaka, a i poruszanie się na nartach z takim obciążeniem na plecach byłoby problematyczne, zdecydowałem się skorzystać z pulek. Niestety z powodu ograniczonych funduszy, zmuszony byłem zrezygnować z zakupu sań wyprawowych takich firma jak Acapulka czy Fjellpulken i skorzystać z opcji niskobudżetowej, jaką są pulki Paris Expedition. Te sanie teoretycznie mają przeznaczenie li i tylko gospodarcze, jednak nader powszechnie przerabiane są do celów turystycznych lub nawet wyprawowych.

Zmiany, jakie ja wprowadziłem do podstawowej konstrukcji objęły:
1. pokrowiec na sprzęt
2. mocowanie pokrowca ze sprzętem do sań
3. sztywny hol
4. mocowanie holu do sań
5. uprząż do holowania

ad.1.
Prosty pokrowiec uszyty z laminowanej codury. Dzięki sporej sztywności zwykłe rolowanie górnej części pozwala skutecznie zapanować nad wrzuconym do środka sprzętem i ochronić go przed śniegiem, lodem czy nawet marznącym deszczem.
ad.2.
6 sporych pętli z repsznura zakończonych taśmą z klamrami ma za zadanie skompresować całość bagażu i przytwierdzić go do sań. Zastosowanie zwykłych zatrzaskowych klamer zapewnia stosunkowo szybki dostęp do sprzętu. Całość jest dość pancerna, choć tu akurat nie spodziewam się większych obciążeń.
ad.3.
Hol - największe wyzwanie konstrukcyjne. Podstawowym założeniem było zapewnienie połączenia na tyle sztywnego, aby na zjazdach sanie nie najeżdżały na nogi narciarza, a podczas trawersów nie uciekały w bok (ten warunek oczywiście w miarę możliwości). Po wielu próbach zastosowałem rurki aluminiowe tworzące sztywną, prostokatną ramę. Przez dłuższe rurki przeciągniety jest repsznur nośny ø 6mm zakończony pętlami. Dzięki temu rurki spełniają jedynie rolę stabilizatora holu, a cała siła ciągu przenoszona jest na repsznur. Pętle z jednej strony przymocowane są karabinkami do uprzęży, z drugiej zaś do sań.
ad.4.
Drugi poważny problem, to rozsądne rozłożenie siły na skorupę pulek. W tym wypadku zaufałem pięciomilimetrowej taśmie nylonowej. Przewleczona przez otwory wywiercone w dziobowej części sań obejmuje dwoma pętlami rurkę aluminiowę tworząc swego rodzaju zawias. Na tym zawiasie zamocowane są pętle, jakimi zakończyłem hol. Przewleczenie taśmy przez dodatkowe otwory ma na celu lepsze rozłożenie sił, oraz zapobieżenie wyłamania skrajnej, przedniej części dzioba.
ad.5.
Uprząż stanowi przerobiony pas transportowy firmy Tamrac. Po bokach doszyłem szlufki zakończone stalowymi uchami, a na górze odpinane szelki mające pomóc rozłożyć siły na większą powierzchnię ciała (przynajmniej na podejściach, bo w terenie płaskim zysk jest właściwie minimalny). W sumie lepszy byłby do tego celu dobry pas biodrowy od plecaka, ale nie miałem akurat takiego na zbyciu. Uprząż połączona jest z holem albo bezpośrednio karabinkiem, albo dodatkowo amortyzatorem z dwukrotnie złożonej gumy expadera - wersja z amortyzacją znakomicie poprawia komfort, eliminując uciążliwe szarpanie na podejściach czy w kopnym śniegu.













Ostatnie modyfikacje:
zawias został wzbogacony o dodatkowe okładziny mające uniemożliwić swobodne przesuwanie się całości na boki, oraz nowe stalowe kołnierze zapobiegające przecieraniu repa o śruby zacisków na końcach zawisa.




Poniżej inne pomysły na przeróbkę Paris Expedition (lub innych):
http://www.ifriluft.net/content/view/246/89/
http://www.skipulk.com/products%20and%20parts.html
http://picearubens.tripod.com/Penob_bob_details.htm
http://www.explorenorth.com/articles/buildasled.html
http://www.telemarktips.com/Sled.html
http://www.madriverrocket.com/pulkinfo.html
http://www.gooutdoor.de/index-Dateien/Page622.htm
http://fjellforum.net - prawdziwa kopalnia wiedzy

Komentarz po powrocie:

Narty - sprawdziły się znakomicie. Sprzęt lekki i wygodny, foki zapewniały świetną przyczepność, nie próbowały odchodzić. Jednym słowem rewelacja. W sume całą trasę przebyłem na fokach, nie próbując ich nawet ściągać (trudno mi więc powiedzieć, czy nie zaoszczędziłbym energii idąc po płaskim lub przy zjazdach na gołych ślizgach, jednak cała operacja jest na tyle upierdliwa, że nawet nie próbowałem). Na pochwałę zasłużyły też buty - wygodnie, lekkie, ciepłe. Cudownie się w nich szło, nie katowały nogi tak jak skorupy (no dobra - pęcherze były, ale bez takiej masakry jak po Dynafitach), a o ostrych zjazdach w tych warunkach i tak nie mogło być mowy.

Pulki - cała konstrukcja sprawdziła się bardzo dobrze. Wprawdzie cały czas drżałem o to, że okaże się za delikatna, ale wróciłem bez strat. Należy jednak założyć, że na poważniejszą wyprawę trzeba by skonstruować coś bardziej niezniszczalnego. Sama skorupa sań jest bardzo mocna choć w pewnym stopniu elastyczna. Podłużne profile na dnie sprawdzają się niestety tylko na miękkim śniegu, ale przy twardym przestają stabilizować tor jazdy (istotne przy zjazdach). Teraz rozumiem, czemu np. Fjellpulken przytwierdza do dna osobne listwy służące za płozy i posiadające dość ostre krawędzie. W sumie przy wersji rozwojowej można się zastanowić nad takim rozwiązaniem.
Sztywny hol w większości wypadków spełnił swoje zadanie, jednak na stromych zjazdach lub dużych zastrugach sanie potrafiły się wywracać, co za każdym razem groziło połamaniem rurek. W tej sytuacji właściwie jedyny wyjściem było zachowanie maksymalnej ostrożności i kontrola prędkości przy zjeździe. Znakomitym pomysłem okazał się amortyzator do uprzęży, bo wyeliminowanie szarpnieć faktycznie zwiększyło komfort marszu. Długo też się zastanawiałem, jak zapewnić sobie dostęp do najpotrzebniejszego sprzętu: w grę wchodziło doszycie zewnętrznej kieszeni na górze pulek, lub lekki plecaczek. W końcu wygrała druga opcja i okazała się dobrym rozwiązaniem. Dzięki temu zmiana rękawiczek czy czapki, wyciągnięcie termosu lub gogli nie wymagały wypinania pulek, otwierania pokrowca i grzebania w głównym bagażu. Również pokrowiec na bagaż spinany szerokimi klamrami zdał egzamin: dostęp do sprzętu był stosunkowo szybki, cały wór w ostateczności można tyło zdjąć z sań i wraz z bagażem wrzucić do namiotu czy auta. Sprzęt był też dobrze chroniony przez śniegiem i lodem. Jeśli chodzi o uprząż, to szelki zdecydowanie poprawiają rozłożenie obciążeń. Następnym razem prawdopodobnie próbowałbym przesunąć ucha do przypinania sań ciut do przodu, aby przy każdym wypinaniu nie trzeba było się wykręcać do tyłu. Warto też wykorzystać pas uprzęży do przypinania różnych drobiagów jak pokrowiec na aparat czy GPS, dzięki czemu są zawsze pod ręką.
Generalnie na pewno marsz z nimi był łatwiejszy niż z ciężkim plecakiem (choć należy pamietać, że to dodatkowe 5kg), jednak w bardziej pofałdowanym lub gęsto zalesionym terenie mogłyby już się zacząć spore problemy.

Namiot - Hannah Serak II - bardzo przeciętnie. Niby namiot czterosezonowy, jednak konstrukcja mało stabilna i odporna na wiatr. Do tego niewygodny system mocowania do podłoża - wymaga użycia wielu punktów, tylko część z nich ma na tyle duże ucha, że mozna przez nie przełożyć np nartę. Przedsionek niski, więc gotowanie w nim benzyną, która ma tendencję do niekontrolowanego buchania płomieniem jest źródłem ciągłego stresu i obaw przed spaleniem pokrycia (i siebie). Wentylacja bardzo słaba, za to waga niezła. Przedłużone śledzie własnej roboty (40cm aluminium) sprawdziły się średnio: na zbitym lub mokrym sniegu nawet trzymały, ale oczywiście w puchu można było spokojnie sobie odpuścić - wówczas pozostawały tylko narty, czekan i łopata, więc namiot miał mało punktów przytwierdzeinia do podłoża.

Inne:
- butelka na mocz - jak dla mnie epokowy wynalazek. W nocy nie trzeba wyłazić za potrzebą z namiotu na mróz;
- czekan - niby niekonieczny, ale na stromiznach do asekuracji i owszem; drugi raz też bym wziął;
- podwójna mata - chyba zbędny ciężar; następny razem próbowałbym wziąć jedną zwykłą, za to grubą;
- śpiwór - temperatura nie spadła prawdopodobnie poniżej -15st.C, więc 800g puchu by Yeti wystarczyło;
- GPS Garmin Dakota - mimo użycia baterii litowych AA rozpaczliwie słaba żywotność w tych temperaturach. Jeden zestaw starczał na najwyżej 2-3 dni ciągłego użycia. Za to wygoda użycia spora nawet w rękawiczkach (mimo ekranu dotykowego). Generalnie nie wyobrażam sobie wyjscia w norweskie góry zimą bez GPSa, no chyba że jest się pewnym, że cały szlak będzie otyczkowany. Teren trudny do orientacji, mało ludzi, częste problemy z widocznością powodują, że jest to kwestia raczej bezpieczeństwa niż wygody;
- SPOT satellite messenger - znakomity, bo po prostu jest. Wprawdzie ciężki i ergonomia średnia, ale obecnie nic nie zapewni tak łatwej i prostej komunikacji w dowolnym terenie. Z jednej strony bezpieczeństwo użytkownika, z drugiej rodzina zawsze wie, czy wszystko w porządku;
- szczotka do śniegu - absolutnie konieczna podczas biwaków zimowych;
- przygotowanie jedzenia - genialnym wynalazkiem okazały się "woreczki do gotowania na parze w kuchenkach mikrofalowych" by Jan Niezbędny. Absolutny hit. Bardzo mocne, zamykane na zipa, wytrzymują 100ºC. W domu do każdego z woreczków powrzucałem odpowiednio skomponowane zestawy na śniadania i kolacje. Dzięki temu wszystko było poporcjowane i pozamykane, a przygotowanie polegało na wyjęciu kolejnego woreczka, zalaniu wrzątkiem zamknięciu i i odczekaniu aż napuchnie. Potem zużyty woreczek trafiał do śmieci, a menażka pozostawała nieuświniona (jakoś mycie na mrozie średnio mnie bawi, a i pozostałości słodkiej kaszki w zupie pomidorowej - również).

<< powrót