| << powrót
Brda
2005
relacja by Przemo
W zalozeniu splyw byl kontynuacja zeszlorocznego splywu od Nowej Brdy do
jez. Dlugie. Ale po kolei:
Dwa canoe (Hasle i OT 147) wypozyczylismy w Bydgoszczy, o tu:
http://www.makanu.com.pl/ Kajaki zreszta tez tam maja. Sympatyczny kierowca
dowiozl nas do Samociazka, gdzie zostawilismy auto na strzezonym parkingu po
5 zl/doba. Nastepnie bus dowiozl nas do Charzykowow, skad okolo 15.00
rozpoczynamy splyw.
1 dzien. Charzykowy - jezioro Dlugie, 8 km. Odcinek wylacznie jeziorny, na
szczescie wiatr przeszkadza tylko czasem a slonce nastraja optymistycznie.
Nocujemy na prywatnym polu namiotowym na lewym brzegu jeziora, na ktorym
konczylismy w zeszlym roku. Nadal polecam - pole ladne, w sezonie czynne
nawet prysznice. Poza sezonem dostepna tylko wygódka pod lasem.
2 dzien. Jez Dlugie - biwak za Mecikalem, 24 km. Nadal swieci slonce. Po
sniadaniu ruszamy przez jezioro. Dostajemy jednak w burte fale na tyle duza,
ze kierujemy sie dziobem na wiatr, plyniemy do przeciwleglego brzegu i pod
jego oslona doplywamy do Swornychgaci. Ladny kawalek rzeki przez wies, ale
nastepujace po nim kolejno jeziora Witoczno, Malolackie, Lackie, Dybrzyk i
Kosobudno wypruwaja nam zyly (przeciwny wiatr). Wspolczuje tym, ktorzy plyna
tu dmuchancem. Po namysle mijamy Mecikal (choc marzy nam sie swiezy chlebek
na sniadanie) i ladujemy ok 2-3 km ponizej niego na prawym brzegu ni to
rzeki, ni to jeziora Mylof. Bardzo ladne pole z laweczkami i miejscem na
ognisko. W wodzie rzucaja sie ogromne ryby, ale nie daja sie zlowic na
wedke.
3 dzien. Biwak za Mecikalem - lesniczowka Woziowda, 30 km. Po sniadaniu w
jakies 2 godziny doplywany do zapory Mylof. Niestety lesniczego, u ktorego
podobno mozna pozyczyc wozek, a nawet wziac prysznic nie ma w domu. Dygamy
wiec lajby 200 m po stromym zboczu w rekach. Po paru km plyniecia
przypominamy sobie, ze wlasciwie chcielismy kupic na tamie pstraga na
wieczorne ognisko, ale coz... Rzeka, plynaca przez las, zaczyna
przyspieszac. Male zakupy w Rytlu i posilek na ladnym polu 2 km za wsia
poprawiaja humor. Rzeka wciaz plynie szybko, wiec z niejakim zdziwieniem
konstatujemy, ze to juz Woziwoda. Niestety, ladny biwak za chwile
skolonizuje "zielona szkola", wiec o ognisku nie ma mowy. Zdegustowani
plyniemy dalej i zatrzymujemy sie przy lesniczowce 2 km dalej. Lesniczy
niezbyt chetnie pozwala nam rozbic sie nieopodal, za to jego pies nie ma
obiekcji i wyzera nasze zapasy zywnosci.
4 dzien. Lesniczowka Woziwoda - Swit, 22 km. Ciagle slonce. Rzeka zasuwa
rowno, pojawiaja sie nowe przeszkody, zwalki i kamienie w nurcie. Ladujemy
na drugim Golobku (ladne pole biwakowe) i uzupelniemy prowiant w sklepie
nieopodal wsi. Rzeka piekna, lasy, zwalki i meandry. Plynie naprawde szybko,
wiec ponownie niespodziewanie doplywamy do Switu. Ladne pole tuz za mostem
kusi, zeby zostac, mimo wczesnej pory. Wysylamy 2 osoby po zakupy do Tucholi
i rozbijamy oboz. Nieszczesni wedrowcy wracaja wieczorem po przejsciu 3-4 km
w kazda strone - sklep byl dalej, niz sadzili.
5 dzien. Swit - stanica w Sokolem-Kuznicy, 20 km. Ta noc byla naprawde
zimna, przy gruncie bylo ponizej zera. Rozgrzawszy sie przy ognisku,
plyniemy. Na rzece, mimo wysokiej wody, miejscami jasnieja mielizny. Po paru
godzinach doplywamy zmeczeni do stanicy w Gostyninie-Nogawicy. Widok domkow
powoduje, ze zaczynamy myslec, czy nie dalo by sie zanocowac w nastepnej
stanicy pod dachem? Krotki telefon zalatwia sprawe, nocleg czeka. Z nowymi
silami plyniemy dalej, niestety wiatr sie wzmaga. Sila rozpedu przeplywamy
pod bardzo niskim kratownicowym mostem, biegnacym nad przewezeniem jeziora i
dostajemy wiatr z boku. Sytuacja robi sie nieciekawa, fala ma wysokosc burty
canoe. Sterujemy wiec do brzegu i pod jego oslona z wolna doplywamy do
stanicy. Rany! Po tych spartanskich warunkach zadaszona, nieogrzewana buda
staje sie cudem swiata. Mamy nawet lozka ze swieza posciela. Pozywiamy sie
wiec, wypijamy piwo, myjemy w cieplej wodzie i idziemy spac (nocleg 16
zl/osoba).
6 dzien. Stanica w Kuznicy-Samociazek, 25 km. Rano bety na lodzie i w droge.
Rece wyraznie mowia, ze im juz sie nie chce machac. Plyniemy wolno,
wlasciwie sila rozpedu. Przenikliwe zimno (do poludnia sa plus 4 stopnie)
powoduje ze szczekamy zebami, dobrze ze choc slonce swieci. W polowie drogi
spotykamy zawodnikow cwiczacych na sportowych lodziach wioslowych, od
jedynek do osemek. Wygladamy przy nich jak tabory na tle kawalerzystów
ujezdzajacych araby czystej krwi. Aby jeszcze jeden zakret... i jeszcze
jeden... i kolejny... i nagle jest! Z wody widzimy osrodek, okazuje sie ze
to nasz. Lodzie laduja na brzegu, zaczyna sie pakowanie gratow i
telefoniczne uzgadnianie wczesniejszego zdania lodek. W koncu lodzie laduja
na dachu kombiaka i zaczyna sie krotka, choc powolna (lodzie) jazda do
Bydgoszczy.
Reasumujac, Brda jest rzeka ciekawa, choc IMHO nie wytrzymuje porownania np.
z Obra ponizej Miedzyrzecza. Nawet Piekielko ledwie co bylo widac, pewnie
dlatego ze zalapalismy sie na zdecydowanie wysoki stan wody. Przy niszym
miejscami kamienie lub mielizny bylyby bardziej uciazliwe. Za to ku wlasnemu
zdumieniu trase splywu, liczaca ok 130 km zrobilismy o poltora dnia
wczesniej. Moze dlatego rece tak bola...
A teraz bonus, a wlasciwie kilka :)
1. Celem wyjazdu bylo m.in. przetestowanie canoe oferowanych przez Makanu.
Istotnie, nie sa zle. Hasle jest lodzia nieco szybsza, choc czasem zbyt
dluga, by bez problemu wyrobic ostry zakret. Przy pokonywaniu zwalek
przeszkadza czasem wysoki, zawiniety dziób. OT 147 to niespieszna lajba,
wolno plynaca po jeziorach, ale dosc sprawna na szybszej wodzie. Jest tez
bardziej stabilna i dosc pakowna, za to czula na boczne uderzenia (wysoki
punkt ciezkosci). Dobre wrazenie robia bardzo wygodne, plecione laweczki.
Wolalbym lodzie mniejsze i lzejsze, ale i te na tle przecietnej wypozyczalni
wypadaja swietnie. Firme polecam - bezproblemowy kontakt, mozliwosc malej
negocjacji cen i dodawane beczki hermetyczne na zywnosc robia dobre
wrazenie.
2. Nieporozumieniem wydaje mi sie stosowanie w canoe
aluminiowo-polietylenowych pagai z zakonczeniem przypominajacym raczke
lopaty. Duze to, niewygodne, w dloni obrocic nie sposob. Drewno rulez!
3. Po raz pierwszy na splywie zaprowadzilismy kuchnie z gotowaniem zarcia w
kociolku na ognisku. Te gulasze, kapusniak, fasolka po bretonsku,
jajecznica... Precz z chinskimi zupkami, kociolek to jest to!
4. Mimo zahartowania temperatura dala nam w kosc. Noce byly zimne (rekord to
minus 4 st.), posiadacze puchowych spiworow byli wygrani. Hustajaca na
duzych jeziorach fala sklaniala do rozmyslan, jak tez dlugo czlowiek bez
pianki wytrzymalby w takiej wodzie. 20 minut? Mysle ze czas zainwestowac w
lekki kombinezon piankowy, zwlaszcza pod katem wyjazdow wiosenno-jesiennych
(zima w kajaku nie dla mnie).
5. Zwalki na rzece jeszcze sa, jak ktos nie lubi wodostrady, niech jedzie
teraz :) I tak nie ma ich zbyt wiele, ale w sezonie to musi juz byc
kompletna nuda.
|